mwiacek.comColorColor | Mobile  
O Apple praktycznie (MacBook Air), granatach w domach, gwałcie, YouTube i innych rzeczach (2021)
Submitted by marcin on Mon 20-Dec-2021

polski
polski blog
salon24.pl
Apple
x86



Ostatnio przyszło mi do zrobienia czegoś w tzw. ekosystemie Apple, i musiałem skorzystać z MacBooka Air. To obiekt westchnienia zapewne sporej części nastolatków i yuppie, o którym powiedziano chyba już wszystko (tak mi się wydaje, choć nie wiem tego na 100%, bo nie jestem nastolatkiem ani yuppie). Laptop z ekranem 13,3 cala jest bardziej masywny niż niektóre 14-calowe laptopy z procesorami x86 (jest zdaje się z taniego aluminium), ma ekran z żywymi kolorami (ciężki do wyczyszczenia i paskudnie łapiący odciski palców), dobrą klawiaturę i bezkonkurencyjny touchpad, do tego gwarantuje pełną ciszę, niezłą wydajność i czas pracy na baterii.

Czy to jednak wszystko?

Dysk i RAM

600GB. Tyle zapisałem na dysku od 6 do 19 grudnia (średnio ok. 50 GB dziennie), i to przy niezbyt dużej ilości operacji (zainstalowanie upgrade systemu do 12.0.1 i 12.1, dodanie X-Code i zrobienie jego upgrade do wersji 13.2 i 13.2.1, zainstalowanie Firefox i wykonanie „trochę” kompilacji niewielkiego kodu).

A co byłoby, gdyby maszyna użyta została do czegoś super obciążającego?

Apple nie podaje parametru TBW nawet dla maszyn profesjonalnych, i jedynie można przypuszczać, że na każde 256GB dysku przypada co najmniej 75 TBW lub 150 TBW. Załóżmy więc, że dziennie zapisujemy 200 GB i robimy tak dzień w dzień (nie są to wartości kosmiczne czy totalnie oderwane od rzeczywistości). Po roku będziemy mieli ok. 73 TB (200 * 365 = 73000 GB). Budzi to pewne obawy, a przynajmniej niepokój z tyłu głowy.

Czy możliwość wymiany kości pamięci nie powinna być zagwarantowana w każdej maszynie? Czy nie powinno wymusić się określania wartości TBW? I czy przy aplikacjach z AppStore na dysk trafia wersja dla ARM i niepotrzebnie równocześnie wydanie dla Intela? (cały czas mnie to nurtuje)

I jest tu jeszcze jedna bardzo ważna sprawa – maszyna miała 16GB, dzięki czemu nie musiała (zbyt często) korzystać z pamięci swap (jest to krytyczne, gdyż w tym roku mieliśmy błędy typu „zajmowanie 40GB” nawet w apkach od Apple).

Zauważyłem, że komputer domyślnie miał skonfigurowane zapisywanie zawartości RAM na dysk w różnych sytuacjach – po wydaniu komendy

pmset -g

zobaczyłem, że przy standby i hibernatemode widać wartości inne niż 0 (wyłączyłem je).

W Firefox zdeaktywowałem cache (w about:config przestawiłem cache.disk.enable i memory.disk.enable na false) i w opcjach dotyczących zapisywania stanu sesji zmieniłem czas (domyślnie co 15 sekund przeglądarka robi zrzut dosłownie wszystkiego, odpowiedzialna jest za to m.in. opcja sessionstore.interval).

Aha, ilość danych sprawdziłem po zainstalowaniu dodatkowej aplikacji smartctl z pakietu smartmontools (dostępna np. z brew):

/usr/local/sbin/smartctl -a /dev/disk0

Tutaj Apple ogólnie powinno dostać pałę z wykrzyknikiem – co to za nowoczesność, że należy oszczędzać ilość zapisów na dysk? I dlaczego sama korporacja ma problem z większymi pakietami z AppStore i instaluje je ludziom po kilka razy? (X-Code).

Ekran

Odblaski są wprost koszmarne. Gdy ktoś dostaje taką maszynę w pracy, to zaczynają się ogromne problemy… gdy ktoś musi pisać aplikacje na taką platformę, to jest tak samo.

Jedyne pocieszenie w tym, że można się podłączyć do zewnętrznego monitora przez przejściówkę albo używać maszyny stacjonarnej (Mac Mini), z drugiej strony czy podobne kwestie nie powinny być uregulowane prawnie?

Wiem, że to, o czym właśnie napisałem, to dzisiaj może kosmos, ale… przy cywilizacji elektronicznej prawo powinno uwzględniać różne takie rzeczy, i zmuszać producentów (szczególnie tych wiodących) do udostępniania również maszyn z ekranami matowymi.

Jeżeli mówimy o skalowaniu, to pojawia się pewien problem – można zmienić rozdzielczość, ale… nie można powiedzieć „chcę, żeby wszystko na ekranie było przeskalowane np. 1,15x” (jak w Windows czy Ubuntu). Jeśli miałbym to porównać do konkurencji, to przecież już w Windows 95 można było sobie ustawić „chcę duży font” (tylko, że tam skalowanie jest niezależne od rozdzielczości, a w świecie Apple wszystko od niej zależy).

Ode mnie pała.

Profesjonalna praca z czymś więcej w praktyce

Inną kwestią jest możliwość używania zewnętrznego ekranu. Obecny Air ma tylko dwa złącza USB-C, i konieczne jest zakupienie odpowiedniej przejściówki / huba. Zdecydowałem się, że w moim wypadku jedno złącze wykorzystywane będzie na kabel ładowania (mieliśmy już do czynienia z sytuacją, że ładowanie przez urządzenie firmy trzeciej uceglało komputer), a drugie na pudełeczko z rozdzielaczem USB / HDMI.

Żeby komputer nie przechodził w sleep po zamknięciu pokrywy, użyłem Amphetamine z AppStore. Jestem w trakcie konfiguracji, i coraz lepiej to wygląda… ale czasami zdarza się, że po starcie komputera muszę odpinać i wpinać jeszcze raz myszkę i klawiaturę na USB (wydają się dostawać napięcie, ale nie działają). Innym problemem jest to, że muszę też ręcznie kończyć i zaczynać sesję w wyżej wymienionym programie.

Ogólnie – Apple miało już kilka wpadek z własnym USB, i nie zdziwiłbym się, gdyby winna okazała się niewłaściwa implementacja (nie podejrzewam przelotki, tylko bardziej to, że urządzenia nie są chyba właściwie inicjowane przez komputer).

Być może to choroby wieku dziecięcego, a być może mocne wskazanie na to, że systemy tego typu MUSZĄ mieć wszystko podłączane do portów USB / HDMI bezpośrednio w urządzeniu (tutaj uwaga – różne strony wskazują na problemy Mac Mini przy wyświetlaniu obrazu, a tam złącza są fabryczne).

Ze skalowaniem też jest problem. Trochę pomogła aplikacja RDM z github (można zainstalować przez brew), dzięki której doszedłem, że system ustawił sobie natywną rozdzielczość mojego zewnętrznego monitora dla wewnętrznego wyświetlacza, a potem robił skalowanie przyjmując ją za bazową (co w znaczący sposób pogorszyło jakość obrazu). Po zmianie obu rozdzielczości na wymaganą dostałem coś, przy czym da się jako tako pracować…

Średniowiecze.

I znów pała (ekran to jednak podstawa, i gwałt na oczach to zbrodnia niewybaczalna).

Niezawodność Apple

Systemy z procesorami M są na rynku od roku, i wiele chorób wieku dziecięcego mają już za sobą. Ogólnie mówiąc praktycznie wszystko jest już w wersjach ARM, ale czy wszystko działa idealnie?

Próba wyłączenia iCloud ciągnie się w nieskończoność, przy zmianach rozdzielczości z Settings aplikacja czasami się zamyka, a update systemu pobierane są niepotrzebnie i instalują się w nieodpowiedniej kolejności (dzięki czemu dostajemy malowniczy komunikat „package %@ is missing or invalid”)

Problemy się zdarzają… a gdy instalowałem duże pakiety z AppStore (Xcode), to aktualizacje potrafiły trwać i po dwie godziny.

Za drobne usterki nie ma co obniżać oceny, ale czy za ostatnią przypadłość nie należy dać co najwyżej trójki?

Prędkość

Tu nie będę zbytnio się rozwodził – maszyna rzadko ładuje wszystko po kilkanaście sekund i ogólnie nie daje powodów do narzekań.

Jest nieźle (chociaż w trybie „oszczędnym” np. od kliknięcia na ikonkę Xcode do pojawienia się menu czekamy 29s, a kolejne kilka na pojawienie się okienka startowego).

Myślę, że tu mogę dać piątkę z plusem.

Dźwięk

Średni. Lepszy mam na karcie Sound Blaster na USB.

Taka mocna trója lub czwórka.

Klawiatura

Konstrukcja wewnętrznej klawiatury OK, irytują domyślne ustawienia (musiałem sobie zamienić klawisze ze względu na przyzwyczajenie, że prawy Alt mam zaraz przy spacji).

A na klawiaturze zewnętrznej nie działają mi wszystkie klawisze (tak, tak, to na pewno jej wina), i może byłoby wszystko OK, gdyby przygotował własny plik definiujący układ klawiszy. Cudowne.

Trója z plusem.

Touchpad

Zawsze mi się podobał.

Piątka.

Ba(k)teria

Apple mówi o 17h, ja osiągam różne wartości… to chyba normalne przy pełnym wykorzystaniu funkcjonalności. Pewne rzeczy budzą podziw (np. to, że bateria praktycznie nie jest zużywana, gdy mamy włączone WiFi i nic nie transmitujemy). Jeżeli miałbym porównać to do systemu z Intelem, to tam (w Intelu) przy trochę większej baterii (ale wyłączonym WiFi) miewam grubo ponad 30h.

Ciekawe jest też to, że po wydaniu komendy

pmset -g

widać było włączenie funkcji powernap i tcpkeepalive, a disksleep wskazywał na więcej niż 1 (przy użyciu pmset można to zmienić).

Ogólnie piątka (polecam od czasu do czasu sprawdzić, czy np. system samoistnie nie włączył nam Bluetooth)

Developerka

W trakcie swojej pracy musiałem uaktualnić kod aplikacji działającej pod iOS. Xcode jest wolny, i po zmianie czegoś w edytorze, myśli po kilka sekund. To i wiele innych rzeczy męczy. Owszem, sam projekt aplikacji budził kiedyś podziw, ale… teraz zaczyna trącić myszką.

I jeżeli mam szczery, to najmilej w życiu pisało mi się chyba w Delphi. Można było tam szybko i naprawdę łatwo stworzyć profesjonalnie wyglądające aplikacje z pełnym GUI. Z roku na rok coraz lepiej używa się takich środowisk jak Intellij czy Eclipse, ale te tak często irytują uciążliwymi usterkami (to dotyczy też Android Studio). Podobnie jest z tworzeniem czegoś większego w Java Script, co do Visual Studio nie będę się wypowiadał (gdy go jeszcze używałem, wyglądał jak inne aplikacje Microsoft, czyli lekko przestarzale).

W przypadku Apple mógłbym dużo pisać o nieintuicyjnym generowaniu widoków aplikacji (teoretycznie „automatyka” powinna we wszystkim pomagać, w praktyce przeszkadza; dodatkowo na samym początku Xcode ładował mi w nieskończoność moje stare pliki), nieintuicyjnych kwestiach migracji (nie wiedziałem, jak uaktualnić segue i wiele innych rzeczy), ustawień projektu czy usuwania kontrolki UIWebView (zastępowana przez WKWebView, która nie ma chociażby opcji scale-to-width w viewport i według różnych źródeł jest o wiele wolniejsza i pamięciożerna).

Błędem okazało się robienie wspomnianych aktualizacji do Xcode, która trwało po kilka h (sic).

Co najwyżej trója (i szczerze mówiąc do developerki w innych środowiskach niż applowe wolałbym porządną maszynę x86)

Regulować?

Środowisko Apple to taki stary znajomy, dobry kumpel, który ostatnio kupił nową kurtkę, ale nie zmienił się od wielu lat (jest w tym i pochwała, i równocześnie mocna nagana). M1 mocno poprawił sytuację firmy, jednak nie rozwiązał w sposób magiczny wszystkiego (dużą niewiadomą jest też to, czy aby większość przewagi nad konkurentami nie wynika z procesu 5nm). Korporacja nie pozbyła się dużej części swoich problemów, naleciałości i zaszłości historycznych, i to do bólu widać. Większość użytkowników być może nie będzie chciała problemów nigdy widzieć, i to też jest jasne (Apple na tym bazuje i regularnie wypuszcza na rynek kolejne wersje swoich produktów, które fani po prostu rozchwytują).

Czy z czystym sumieniem można polecić to, co jest tu obecne?

NIE. O błędach i planowanym postarzaniu napisano już tomy. Produkty Apple robią bardzo dobre pierwsze i drugie wrażenie, jednakże przy pracy zaawansowanej potrafią irytować. Większość problemów jest oczywiście znana (ten typ tak ma) i każdy korzysta z tych urządzeń ze świadomością usterek, czy nie są to jednak rzeczy, które należałoby prawnie uregulować?

Żeby spróbować odpowiedzieć na to pytanie, spojrzę przez chwilę na konkurencję.

YouTube dokonał ostatnio rzeczy niebywałej, i wyłączył licznik przy łapkach w dół (przez co ludzie nie będą mieli pełnej informacji). Teoretycznie mówimy o usłudze prywatnej firmy, która może dostarczać dowolną funkcjonalność i regulamin, w praktyce… słowo YouTube stało się synonimem serwisu do przechowywania wideo.

Czy w tej sytuacji możemy już mówić o fałszowaniu rzeczywistości? O niszczeniu dobra publicznego? Może należałoby je znacjonalizować albo uregulować? I czy byłoby to w ogóle wskazane?

Przypomnijmy sobie kwestię wyboru przeglądarki w systemie Windows, i to, jak dużym niewypałem okazał się odpowiedni ekran i „możliwość” usunięcia Internet Explorera (ewentualnie jak niską popularność zdobyła edycja N okienek bez Windows Media Playera).

Teoretycznie korporacje mają nad sobą rządy - połączenia wielkich firm są bardzo wnikliwie nadzorowane, i nawet Apple zaczyna umożliwiać wymianę części (mówię teoretycznie, gdyż jak to mówią „pożyjemy, zobaczymy”).

Czy nie są to jednak bajeczki dla grzecznych dzieci? Czy nie jest za późno?

Dzięki korporacjom mamy w domach wszystko, włączając w to dziesiątki małych bomb, które coraz ciężej rozbroić. Mówię oczywiście o bateriach litowo-jonowych i tym, że coraz częściej do ich zmiany czy wyjęcia wymagany jest specjalistyczny śrubokręt czy coś do usunięcia warstw kleju.

Urządzenia elektroniczne bardzo rzadko ulegają samozapłonowi, w praktyce jednak często wszystko zaczyna się od puchnięcia baterii (jest to zjawisko normalne, bo wynikające z procesów chemicznych). Im bardziej je zużywamy, tym większe ryzyko, że coś zacznie szwankować. Szybkie ładowanie, przegrzewanie, ciągłe doładowywanie… różne algorytmy minimalizują problemy z tym związane, ale… nawet obecnie ta technologia nie jest dopracowana, i może nigdy nie będzie.

Bateriom szkodzi również bezczynność. To trochę tak jak z samochodami. Mówi się, że te najbardziej niszczeją, gdy nie jeżdżą. Coś w tym jest. Paliwo traci swoją moc, oleje gęstnieją, uszczelki parcieją, a blachy łapią rudą. Właściwie każde bardziej zaawansowane urządzenie stworzone przez człowieka jest podobne. Tak samo w większości przypadków jest też z elektroniką (dane na nieużywanych dyskach SSD i pamięciach półprzewodnikowych z czasem mogą stać się nieczytelne, a połączenia czy kondensatory stracić swoje właściwości). W przypadku aut też „tylko” ryzykujemy, że przestaną jeździć, albo, że się rozpadną (różnica jest taka, że baterie mogą zakończyć swój ziemski żywot w sposób bardzo widowiskowy).

Korporacje niejeden raz pokazały, że nie do końca liczą się dla nich ludzie. Produkowanie gadżetów za grosze, jak również ignorowanie ludzkich ograniczeń użytkowników. I to może byłoby częściowo akceptowalne, gdy jest możliwość wyboru. A co, gdy jej nie ma? Gdy coś staje się standardem, i musimy z tego korzystać? I co będzie za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat, gdy komputery będą mieć większe znaczenie niż teraz?

Na dzień dzisiejszy myślę, że opcją minimum byłoby:

  1. wprowadzenie obowiązkowych wymiennych pamięci dyskowych (wtedy nikt nie przejmowałby się jakimś tam TBW)
  2. obecność opcji z ekranem matowym (nie musiałbym korzystać z zewnętrznego monitora)
  3. szybkie wypinanie i wymiana baterii

W przypadku Apple jedyne pocieszenie w tym, że niższe konfiguracje są rozsądnie wycenione. Moim zdaniem z tego powodu należałoby je plasować na drugim miejscu (zaraz za najlepszymi maszynami z Intelem / AMD, na których można używać tzw. „wolnego” oprogramowania). Na pewno sprawią się o wiele lepiej niż tani / słaby sprzęt, którym nieustannie zalewany jest rynek.

Brak czegoś istotnie nowego w 2021

I tak oto dochodzimy do końca roku, w którym tak naprawdę nie pojawiło się nic ciekawego (co mogłoby wywołać istotną chęć zakupu). Producenci pokazali kolejne iteracje swoich sztandarowych produktów, i w żaden sposób nie zmienili strategii (niektóre rzeczy może dostaną swoje szanse na doszlifowanie dopiero w 2022 lub 2023 roku).

Czego więc można się spodziewać?

Istotnie dopracowanych Macbooków Air i MacMini (miejmy nadzieję, że w niepamięć odejdzie wymienna pamięć masowa, notch, błyszczące ekrany i złe skalowanie), super dopracowanych laptopów z AMD (może), masówki z Intelem 12-generacji (na pewno) i dobrego Windows (just kidding), do tego część z nas przeniesie się na DDR5 czy szybsze „dyski” SSD, może nawet przekona do Linuxa (nie będę pisać o roku pingwina, ale w dobie obecnej „jakości” jest to jakieś rozwiązanie).

I tyle. To tylko technika. Ten, kto potrzebuje jakiegoś cuda, może znaleźć je już obecnie (i to chyba całkiem dobrze udowodniłem swoimi poprzednimi wpisami).

Instant Flow Max